Aktualności

Spotkanie Skrzywdzonych

2023-11-13


Marta Titaniec z Fundacji Świętego Józefa uczestniczyła w spotkaniu rekolekcjach (dla) Osób skrzywdzonych seksualnie w Kościele – DOTKNIĘCI. Odbywały się one w dniach 3-5 listopada w Żarach. Rekolekcje prowadziła ekipa Szkoły Ewangelizacji św. Andrzeja „Syn Dawida” i Fundacji Składak z przyjaciółmi, m.in. z księżmi i psychoterapeutami na co dzień pomagającymi skrzywdzonym, a także z osób, które same mają doświadczenie przemocy seksualnej w Kościele. Fundacja wsparła finansowo organizację rekolekcji.

Poniżej przedstawiamy świadectwo Piotra, jednego z uczestników tych dni.

„DOTKNIĘCI“

W dniach 3-5.11.2023 w Żarach, województwie lubuskim, w diecezji zielonogórsko-gorzowskiej odbyło się spotkanie dla osób zranionych w kościele. Ogólnie po blisko 5 latach trwania mojej sprawy w kościele nadal bez wyniku, jestem bardzo sceptyczny do wszelkich inicjatyw z ramienia kościoła, które nie idą w parze ze SPRAWIEDLIWOŚCIĄ w tym kościele.

Możliwość spotkania innych podobnych mi osób była jednak silniejsza. Była silniejsza od tego, że organizują to spotkanie struktury kościelne tak bardzo splamione w moich oczach. Była silniejsza od tego, że spotkanie odbywa się w diecezji, gdzie ja doznałem krzywd.

Postanowiłem się zapisać, choć miałem pewne wątpliwości, by spotkanie w treści którego przejawiało się słowo REKOLEKCJE nie okazało się dla mnie jakąś katastrofą. Bo z czym się kojarzy słowo REKOLEKCJE??? Z gromiącym z wyżyn ambony księdzem, nauczającym jak masz postępować, co w wypadku traum osób zranionych w kościele może się okazać płachtą na byka.

Wreszcie nadeszły dni spotkania, a im  bliżej było tych dni tym obawy większe. W moim wypadku doszły problemy natury psychologicznej, lęki, obawy i inne strachy.  Organizatorzy podjęli jednak spory wysiłek, by i takim pokręconym jakoś dogodzić. Dali pokoik lekko na uboczu. Początki pobytu były dla mnie i tak dość trudne. Nikogo nie znałem, przytłaczała mnie też dość liczna grupa osób. Trudności w nawiązywaniu kontaktów dały się we znaki.

Muszę jednak przyznać, że organizacyjnie inicjatywa była całkiem nieźle przemyślana.

Przede wszystkim osoby duchowne nie były ubrane w sutanny, rzekłbym iż w głównym nurcie spotkań były nieco na uboczu. Prowadzenie, nadawanie całego rytmu spotkań spadło na organizatorów świeckich. Myślę, że każdy z uczestników mógł znaleźć coś dla siebie. Bardzo poruszające były spotkania, na których niektórzy uczestnicy przytoczyli swoje historie. Tak różne, odmienne, z różnych części kraju. Opowiedzieli o dramatach trwających krótko czy też ciągnących się latami. Mówili o krzywdach, które spotkały ich w różnym wieku. Opowiedzieli też w jakim są momencie na dziś, czy to jeszcze ostry wiraż, stanie nad przepaścią czy już może wychodzą na prostą.

Wszystkie te historie miały wspólny mianownik. Człowiek mieniący się UCZNIEM CHRYSTUSA, czasem zwany NAMIESTNIKIEM BOGA na tej ziemi. Człowiek, który powinien być z natury i piastowanego urzędu, prawy, uczciwy, porządny okazał się zboczeńcem, katem, który zadał okrutne rany, przybił wielkimi gwoździami do krzyża. W wielu usłyszanych historiach przejawiał się brak EMPATII ze strony hierarchów i jakichkolwiek chęci wymierzenia sprawiedliwości tym przestępcom. Wielu zranionych zostało „WYGUMKOWANYCH Z KOŚCIOŁA”, związanych niewidzialnym drutem milczenia, związanych po to, by nigdy nie mówili bo DOBRE IMIĘ KOŚCIOŁA UCIERPI!!!

Co gorsza wielu, którzy podzielili się swymi historiami nadal są przybijani tymi gwoździami do krzyża, lecz teraz przybijają ci, którzy latami prowadzą sprawy zboczeńców, zasłaniając się procedurami, paragrafami i Watykanem. Moje 5 lat trwania sprawy to pestka do 25 lat czy 23 lat, o jakich tam usłyszałem!

A tak naprawdę wszystkie te trudne historie, żywych prawdziwych uczestników tego spotkania okazały się kolejną 6 RANĄ CHRYSTUSA!!! Raną zadaną w ciało, psychikę i ducha.

Im było bliżej do końca tego SPOTKANIA tym bardziej myślałem, że jednak nie biorę udziału w rekolekcjach, lecz nasze świadectwa okazały się REKOLEKCJAMI, ale dla organizatorów i tych świeckich i tych duchownych.

Było to widać w ich empatii do nas, w ich łzach wzruszenia nad naszymi historiami, w modlitwach w naszych intencjach. Było to widać w momentach, gdzie słów brakowało i zostawało tylko milczenie. Całość odbyła się w bezpiecznej atmosferze pod kontrolą kilku psychologów.  

Czego bym sobie życzył na przyszłość?

By były kolejne takie spotkania, im bliżej mego miejsca zamieszkania tym lepiej.

By były maksymalnie neutralne religijnie, bo nas nie łączy religia, lecz trudna historia, która wydarzyła się w kościele.

By organizatorzy tego spotkania byli zawsze po naszej stronie.

PIOTR